słodka idiotka

Jadę autem z Lulu. Skręcam na plac, gdzie są miejsca parkingowe. Parkuję i widzę zbliżającego się do auta strażnika miejskiego, który odzywa się do mnie w te słowa:

– Pani tu nie mogła wjechać.

– Ale jak nie mogłam, skoro wjechałam?!

– No właśnie, nie mogła pani wjechać, a jednak wjechała.

Rozmowa jako żywo przypomina dialog „miejscowego idioty z tutejszą kretynką”. Próbuję odnaleźć jakąś logikę:

– Dlaczego nie mogłam wjechać?

– Bo jest zakaz wjazdu!

– Tak?? O rety, to jak ja tu wjechałam?

– No właśnie, jak pani tu wjechała? – pyta, a przecież widział.

Teraz ja widzę, że on sięga po bloczek druków mandatowych, ale niezrażona pokazuję mu:

– O tędy wjechałam.

– Widziałem! Ale tędy nie wolno było pani wjechać, bo jest zakaz.

Rozum, logiczne myślenie i resztki inteligencji opuściły mnie ze dwa zdania temu, więc pytam go:

–  Ale to co? To znaczy, że ja tego znaku nie widziałam?

– Widocznie pani nie widziała.

– Ale jak nie widziałam, kiedy ja zawsze wszystko widzę!

– A tym razem pani nie widziała.

Chciałam ciągnąć wątek o moim znakomitym wzroku, ale stwierdziłam, że siła stoi za nim. O tam, zaraz siła – bloczek, który trzyma w ręku. Nagle mnie olśniło:

 – Ale jak znak stoi?! Nigdy nie było tu znaku zakazu!

– Ale teraz jest i pani go złamała!

– Ale jak złamałam, skoro go nie widziałam. 

Poddał się. Stwierdził, z idiotką się nie dogada. Mandatu nawet nie próbował wypisywać. Pewnie obawiał się, że tu dopiero wzbiłabym się na wyżyny swego skretynienia. Pożegnał mnie:

– I niech pani uważniej przygląda się znakom.

– Ja zawsze uważnie przyglądam się znakom.

 Gdy odejchałyśmy, Lulu zapytała:

– Mamo, co było?

– Córka, nie wiem. Chyba rozum mnie opuścił.

– Tak to właśnie wyglądało.

Byłam na siebie wściekła. Gdybym udawała, byłabym duma, że udało mi się omotać pana koncertowo. Ale ja nie grałam, ja byłam słodką… chyba nawet nie słodką… idiotką!

 

Opowiedziałam to Kajowi, który skwitował:

– Twierdzisz, że ciebie spotykają zawsze dziwne historie. Kaja, spójrz prawdzie w oczy – to ty je prowokujesz.

Pocieszyciel się znalazł, psia krew!  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: