Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

trochę rozumiem Brada P.

Przechodząc obok pokoju Mony, zaglądam do środka. Obie córzyce siedzą w pokoju młodej.

– Hejka – rzucam i idę dalej.

Po chwili jednak wracam, bo coś mi nie daje spokoju. Omiatam pokój spojrzeniem i proszę:

– Córeczko, podnieś te ubrania z podłogi!

Lulu:

– Cała mama! Zajrzała i już myśli: „Za co by tu opieprzyć? O już mam! Dwa ciuszki leżą nie na swoim miejscu”!

****

Wybieram się na konferencję do Warszawy. Mona prosi:

– Mogę pojechać z tobą? W szkole na razie nic się nie dzieje. Wszystko dopiero się rozkręca.

– Ale córeńko, ja jadę na 4 dni, środa, czwartek, piątek, sobota.

– No po prostu fantastycznie! – Mona już gotowa do wyjazdu.

****

Umyłam kosz na śmieci, ale nie jestem zadowolona z efektu:

– Jasny gwint! Ten kosz ciągle śmierdzi.

– Może to nie kosz? Może to ty? – podpowiada Lulu.

 

I właśnie dlatego popłakałam się ze śmiechu, kiedy Kaj opowiedział dowcip:

– Małżonkowie postanowili nie mieć dzieci. Dzieci są przerażone.

Reklama

strachliwa rodzinka

– Kochani – zwołuję rodzinkę – chodźcie do kuchni! Chcę wam coś powiedzieć!

Cała trójka zjawiła się niemal natychmiast. Stoją, przyglądając się mi z napięciem.

– Siadajcie – zapraszam.

Kaj i Lulu siedli, Mona stoi.

– Usiądź, kochanie – zachęcam młodszą.

– Nie, postoję.

Widać, że Mona wpadła do kuchni tylko na chwilę.

– Lepiej usiądź – radzi córce Kaj.

– Mamo, jeśli chcesz nam powiedzieć, że wkrótce będziemy miały cudownego braciszka, to ostrzegam cię, że wyprowadzam się z domu – oświadcza starsza.

Kaj:

– Ja też się wyprowadzam.

– Ty akurat powinieneś zostać – Lulu próbuje zabić ojca spojrzeniem.

Mona nie wie czy cieszyć się, czy się dąsać.

Nie odnosząc się w żaden sposób do ich niezrozumiałej histerii, pytam:

– Kochani, dokąd pojedziemy na weekend?

Odpowiedziała mi głucha cisza, po chwili Kaj:

– To już? To chciałaś nam powiedzieć?

– Tak.

– Jezu, kobieto! Nie rób tego więcej, bo mnie zabijesz!

Jak widać nie na wszystkich działa magia 500+

powrót trucicielki

Ponieważ ostatnio [od roku ;-)] żyję w dzikim szale, cwale i pośpiechu, nie mam czasu na nic. Taki styl życia mocno odciska się na mej urodzie. Włosy maluję sama, z reguły przypadkowo kupioną farbą, kiedy któreś lusterko bez litości prawdę mi powie. Efekty są, jak łatwo się domyślić, nie do końca takie, jakbym oczekiwała, bo powiedzmy sobie szczerze, zielonego odcienia na moich blond piórach nie oczekiwałam. Rodzina raczej też nie, skoro na mój widok bezlitośnie zakrzyknęła:

– O, powrót matki-trucicielki! – obwieściła światu pierworodna.

– Katastrofa goni klęskę – uprzejmie zauważył mąż mój ukochany.

– Mocne 2 na 10 – mało przekonująco pocieszyła młodsza. 

– Ale czy ty na pewno chciałaś sobie dodać 10 lat – starsza nie dawała spokoju.

Mąż, widząc mą narastającą rozpacz, próbował mnie uspokoić:

– Ty jesteś moja Kaja, ja i tak będę cię kochał.

Właściwie nie mam pewności czy próbował mnie uspokoić, czy pchnąć w stronę rozwiązań ostatecznych… 

ładną Teslę kup mi luby

Dojrzewam do zmiany auta.

– Kotku, to jaki samochód mi teraz kupisz? – pytam męża.

– Może czerwony? – Kaj od razu ma gotową odpowiedź. 

– Nie wkurzaj mnie! Nie traktuj mnie jak kobiety!

Kaj nieco zbity z tropu:

– To jak mam traktować?

– Nie wkurzaj mnie i kup mi jakiś ładny i szybki samochód.

– Czerwone są ładne i szybkie – próbuje mnie przekonać.

Po chwili mąż zaczyna opowiadać o Tesli S, a że autko jest wyjątkowe i ja ulegam jego urokowi:

– To może kupmy Teslę? – rzucam, choć przecież znam odpowiedź.

– Nie stać nas i nigdy nie będzie! – kategorycznie stwierdza Kaj. 

Śniadanie dobiegło końca, więc wstaję od stołu:

– Lecę, bo na mnie już czas.

– A ty dokąd idziesz, mamo? – chce wiedzieć Lulu.

– Do pracy! Sama sobie zarobię na Teslę!

– Kochana, to będziesz musiała 300 lat pracować – mało zachęcająco rzucił mąż.

– To ile ty zarabiasz? – chce wiedzieć Mona.

– Ja odpowiem ci dość precyzyjnie – ubiegł mnie Kaj – mama zarabia 1/300 Tesli na rok. 

%d blogerów lubi to: