Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

czysta chemia

Lulu obserwuje parę naszych znajomych i nie może zrozumieć:

– Ale dlaczego on z nią jest?!

– Może ją kocha? – podsuwa rozwiązanie Kaj.

– To znaczy, że miłość rozum odbiera! – zaczyna rozumieć złożone uwarunkowania losu ludzkiego moje dziecko.

– Rozum odbiera i nie daje nic w zamian – uświadamia ją ojciec.

– Nie, no to jednak oczywiste, że nie ma żadnej miłość. To musi być tylko reakcja chemiczna – nie daje za wygraną Lulu.

– Może i reakcja – zgadza się ojciec – ale jaka przyjemna!

– Dziecko, ale ja twego ojca kocham już 20 lat – wtrącam się do rozmowy. 

– To już przyzwyczajenie! – córka patrzy na mnie z politowaniem.

– Masz rację – przyznaje Kaj. – Ja już się przyzwyczaiłem, że kocham twoją matkę. I tak się spalamy od 20 lat, ja jestem polanem, a ona tlenem.

– Ale teraz poważnie was pytam: dlaczego on z nią jest.

– Musi ją kochać.

– Właśnie! Musi!

Reklama

reminiscencje pourlopowe

Jesteśmy na wczasach. W dzień cały czas słychać cykady.

Siedzimy przy winku. Kaj z uznaniem:

– A ci Meksykańcy poukrywani w krzakach cały czas rzempolą.

 

Spacerujemy. Kaj poirytowany:

– No i piszczy cały czas i nie wiesz, czy to robak w krzakach, czy to transformator się przepala.

****

Poławiamy kraby. Kaj wrzuciwszy do wody całe podudzie kurczaka uwiązane na żyłce, czekając na amatorów drobiu, układa wierszyki:

– Na kawury* trza pół kury.

 

* kavoúri – krab po grecku

zielonowłosa trucicielka

Tytułem wstępu:

Pomalowałam włosy. Nie miałam czasu na fryzjera, zrobiłam to sama. Aktualnie jestem blondynką wpadającą w zielony;-)

Jesteśmy na lotnisku. Mamy ze sobą torbę z jedzeniem.

– Czy będziemy musieli zostawić jedzenie? – pyta Mona.

– Chyba tak? Chociaż czy ja mogę zabić kogoś jabłkiem? – patrzę na rodzinę najbardziej niewinnym spojrzeniem.

– No – nie daje się przekonać Mona – możesz otruć.

– Czy ja wyglądam na macochę ze Śnieżki?! – teraz już patrzę oczami sierotki Marysi.

Lulu zlustrowawszy mnie wzrokiem:

– Z tymi zielonymi włosami? Tak!

lepiej wiedzący telefon

Słownik w moim telefonie ułatwia i przyspiesza pisanie smsów, ale jego silne inklinacje korektorskie są delikatnie mówiąc irytujące, co nieraz okazuję:

– Ten idiota nie zna słowa pędzimy!

– Może napisz przez ę – podpowiada Mona.

 

Innym razem wymieniam smsy z kumplem:

– Ha, otworzyłam piwo sektorem*. Muszę złagodzić ból istnienia.

– Chyba sekatorem. Sektory nie otwierają piwa.

– A co byłeś? Widziałeś? Chyba wiem, czym otwierałam.

– To musiał być bardzo ostry sektor. Na stadionie żużlowym określają go jako „żyleta”. O, tym da się wszystko otworzyć.

 

*To oczywiście radosna korekta mego telefonu, ja wpisałam: sekatorem.

podajnik na masło

– Mamo, właśnie wymyśliłam podajnik do masła – informuje mnie Lulu.

– Dziecko, jaki podajnik, do jakiego masła? – pytam, bo nic nie rozumiem.

– No, podajnik z pompką do masła w płynie!

– Lulu, czy ci upał zaszkodził?

– Mnie nie, ale dla masła tak, rozpuściło się i oblałam się nim.

– To trzeba wstawić je do lodówki.

– A widzisz, wymyśliłam, by włożyć masło do podajnika, ale żeby włożyć do lodówki, nie przyszło mi do głowy.

chcesz, pan, kotka?

Siedzimy u przyjaciół na grillu. Po ogrodzie cały czas kręci się jakiś kot. Podchodzi coraz bliżej. Zaczyna być irytujący.

– Chłopaki, tu jest jakiś kotek, wrzućcie go na grilla – proszę grillujących.

– Ej, to kot sąsiadów – Mańka zachowuje resztki rozsądku.

– W porządku – uspokaja ją Kaj – odeślemy sąsiadom zgrillowanego z dołączoną karteczką „smacznego”.

%d blogerów lubi to: