Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

plotka

Siedzimy ze Slawusem w pracy i rozmawiamy.

– Puśćmy plotkę, że romansujemy ze sobą – wpada nagle na pomysł Slawus.

– Daj spokój i tak wszyscy tak uważają – studzę jego zapał.

– Uważają, ale nie mają podstaw… To będzie taki test socjologiczny, zbadamy mechanizm rozprzestrzeniania się plotki – zobaczymy, w jakim kształcie i po jakim czasie do nas wróci.

– Aha, i potem do emerytury będziemy odkręcać, a i tak umrzemy zhańbieni… zresztą mówię ci: i tak wszyscy tak sądzą. Wytrzymuję z tobą w jednym gabinecie już tyle czasu, kto inny by wytrzymał? Więc oni myślą: „to musi być miłość”.

– Wcale im się nie dziwię: ty jesteś ładną kobietą, ja inteligentnym mężczyzną, aż ich kusi, żeby nam geny wymieszać…

– Wszystko poplątałeś, jak zwykle – ja jestem ładną i inteligentną kobietą, ty jesteś mężczyzną.

– Wiesz co?! Nie chcę z tobą mieć romansu! Nie chcę z tobą mieć nawet plotki o romansie!

 

Kilka minut po tej rozmowie zagląda do naszego pokoju koleżanka. Slawus zdradza jej swój plan pod kryptonimem „plotka”, na co koleżanka:

– Ale po co? I tak wszyscy uważają, że romansujecie ze sobą!

– Naprawdę?! – dziwi się Slawus.

– Widzisz, a obraziłeś się na mnie, gdy ośmieliłam się zakwestionować twoją inteligencję – zauważyłam.

Reklama

snookerowy poranek

Niedziela rano. Kaj budzi mnie kawą. Siadam w łóżku nieprzytomna. Nie chcę jeszcze wychodzić z łóżka, ale mój pęcherz domaga się opróżnienia. Mówię:

– Muszę na siusiu, ale mam to w nosie.

– Ooo, to ciekawie masz rozwiązaną hydraulikę – stwierdza Kaj z uznaniem.

 

****

Pijemy poranną kawę i oglądamy snookera – pierwszą sesję finału China Open, mecz Trump-Selby. Trump właśnie wbija dość prostą czerwoną. Rozlegają się brawa.

–  Za co to te brawa? – dziwi się Kaj. – Nawet ja taką bym wbił.

– Aha –  powątpiewam.

– No może bym wbił…

– Z potężnym naciskiem na „może”.

 

****

Ujęcie snookerowego stołu z góry, pokazali łysinkę sędziego.

– Wiesz, wolę już jak ty łysiejesz – powolutku, powolutku podnosi ci się czoło… a ja lubię cię całować w czółko – wyjaśniam.

– Ja chyba wolałbym nie łysieć – oznajmia Kaj.

– Albo rybki, albo akwarium… płacisz za nieprzebrane pokłady swego testosteronu.

– Sprawiedliwość! A ty tylko korzystasz z tych pokładów!

 

****

Ogólnie pierwsza sesja  taka sobie.

– Co to za finał?! Nudno! Dobry finał byłby, gdyby grał np. O’Sullivan z Hendry’m – Kaj jest mocno rozczarowany.

– Fakt! Przełącz – zgadzam się, sugerując, by wybrał inną stację.

– Ale co? Mam przełączyć na mecz Salik-Hendry?!

 

****

Leniwe niedzielne śniadanie. Patrząc na Kaja, mówię do Lulu:

– Może założysz dziś spódniczkę? Dziś taki ładny, słoneczny dzień.

Na to Kaj:

– O matko! Wystraszyłem się, że mówisz do mnie. Przeleciałem w myślach wszystkie swoje spódniczki i stwierdziłem, że nie mam, co na siebie włożyć!

baloniki na drucikach

Rozmawiam przez telefon z Młodszą Siostrą.

– I jak tam przygotowania do występu? – pytam grzecznie.

– Jakiego występu?

– No, w Mili przedszkolu… Potrafisz zrobić bakugany, transformersy, pistolety i inne lalki Barbie z balonów?

– Przestań! Umiem zrobić pieska! – odpowiada dumnie Młodsza Siostra.

– Oooo, to widzę, rządzisz!

– Z pieska można zrobić wszystko! Zrobi się dłuższą szyję, jest żyrafa, krótszą – kotek, a zupełnie króciutką – myszka. Umiem też zrobić kwiatek. Zresztą będę plątać różne kształty i pytać: co to? Wiesz, dzieci mają ogromną wyobraźnię – zawsze coś zobaczą. A Mila zyska w oczach grupy – taka matka, która umie robić takie cudeńka, to nie byle kto!

– Dobrze, że umiesz zrobić chociaż pieska – pocieszam ją.

– Ej, umiem zrobić mnóstwo kształtów! Tylko zastanawiam się, czy powinnam wykupić jakieś dodatkowe ubezpieczenie…

– A co, boisz się, że rozczarowany tłum maluchów obrzuci Cię kaszką manną?

– Ty na starość robisz się taka zgryźliwa! Pomyślałam, że na koniec rozdam im baloniki, niech dzieciaki porobią sobie zwierzątka… ale żeby sobie krzywdy tymi balonami nie zrobiły… nie wiem, oczu nie powybijały.

– Halo! To są tylko baloniki! Może po prostu ich nie dozbrajaj!

 

budzi się zwierz

– Pędzę do ciebie na skrzydłach miłości – informuje mnie Kaj przez telefon.

– I pożądania? – upewniam się.

– Żadnego pożądania! Cały dzień próbuję pozbierać się po dzisiejszej nocy…

– Uuuuuuu… To był jęk zawodu, gdybyś miał kłopoty z interpretacją moich jęków – wyjaśniam.

– Czekaj, czekaj, do wieczora zostało jeszcze kilka godzin. Daj mi trochę zregenerować siły, a być może obudzi się pożądanie. Właściwie czuję, że już się trochę budzi…

 

groźby

Telefonuję do Kaja w godzinach pracy:

– Cześć!

– Tak.

– Dzwonię tylko powiedzieć, że cię kocham.

– Tak.

– Jesteś zajęty?

– Tak.

– Nie możesz rozmawiać?

– Tak.

– Jesteś na zebraniu?

– Tak.

– Powinnam kończyć?

– Tak.

– Rozmowa nam się nie klei, to idę cię trochę pozdradzać.

– W tej sprawie jeszcze skontaktuję się z panią.

walać raczki tuszem

Slawus jest kolegą z pracy, z którym dzielę pokój. Mamy zwyczaj, że nasze pracowe rozmowy kończymy sms-ując do siebie z domów.

Końcówka naszej dzisiejszej rozmowy wyglądała tak:

Ja: „Czyzbys mi nie ufal? Chcialam tylko serduszko dorysowac!”

Slawus: „Pewnie, ze nie, la donna e mobile, zwlaszcza taka.”

Ja: „Czuje sie dotknieta… i zmieszana.”

Slawus: „A czemu? O donne, czy ze zmienna?”

Ja: „O zwlaszcza taka!”

Slawus: „Ale to wyraz podziwu dla Twej donnosci. Nie moge pozwolic bys sobie tuszem raczki uwalala.”

W tym momencie nie wytrzymałam. Zresztą z reguły tak się nasze rozmowy kończą – któres z nas nie wytrzymuje, oddzwania i przerywa często zupełnie już absurdalną wymianę „myśli”.

– Slawus, nie mam zamiaru żadnych raczków tuszem walać!

– Tak napisałem? Dobre! – Slawus zachwycony swoją elokwencją – Ale nie wiem już sam, to punkt dla ciebie czy dla mnie?

napad

Dzwonek domofonu. Podnoszę słuchawkę:

– Słucham… Proszę bardzo.

– Kto to? – Mona, Lulu i Kaj są ciekawi, bo już dosyć późno, a na nikogo nie czekamy.

– Jakaś pani… powiedziała: „Mam krótką informację dla mieszkańców”.

Kaj na to:

– Krótka informacja dla mieszkańców: To napad! Naprawdę uważasz, że krótka znaczy dobra?

sokole oko

Włożyłam dziś buty na 10-centymetrowym obcasie i długie rurki, które całkowicie ukryły obcasy. A że buciki są nadzwyczaj wygodne, biegałam w nich jak w trampkach i raczej trudno było mnie podejrzewać, że mam na nogach coś takiego. Tyle tytułem wstępu.

W pracy wpadłam na kolegę. Ten przygląda się mi bacznie, po czym pyta:

– Zmieniłaś kolor włosów?

– Nie.

– Ale byłaś ostatnio u fryzjera?

– Miesiąc temu to jest ostatnio?

– Wstrzyknęłaś sobie coś w twarz… no to, co wy tam sobie wstrzykujecie?

– A w łeb chcesz?

– Cholera, to co z tobą jest nie tak?- Dżony zastanawia się głośno.

– Proszę? Ty szukasz dziś konfrontacji czy po prostu próbujesz mnie obrazić?

– Kaja, ty urosłaś?! – wykrzykuje szczęśliwy, że wreszcie znalazł to, czego szukał. – Ale w naszym wieku można jeszcze urosnąć?

– Nie wiem, czy w twoim można, w moim widocznie można!

Jutro pójdę w butach bez obcasów. Dam Dżonemu szansę przeprowadzić kolejny błyskotliwy proces myślowy. Ciekawe, jaka będzie konkluzja tym razem;)

%d blogerów lubi to: