jak pech to pech

W sobotę skończyłam zajęcia o godzinie 20-ej. Opowiadam Kajowi, jak nieswojo czułam się na uczelni:

– Skończyłam zajęcia ostatnia. Poszłam po swoje rzeczy do pokoju. Żywej duszy w pobliżu. Na naszym piętrze światła paliły się tylko na klatkach schodowych. Na korytarzu zupełnie ciemno. Światła włączyć nie można, a mój pokój jest po środku. Powiem ci, że szłam z duszą na ramieniu.

– No tak – pokiwał głową ze zrozumieniem – idziesz i myślisz: „Zgwałcą, czy nie zgwałcą”. Nie zgwałcili, cholera! Pójdę jeszcze raz, może tym razem się uda. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: